W Lubomierzu sezon zamknęła msza, po której każdy znalazł swoje miejsce

W Lubomierzu sezon zamknęła msza, po której każdy znalazł swoje miejsce

FOT. Urząd Gminy Mszana Dolna

W Lubomierzu, w gminie Mszana Dolna, Niedziela Palmowa przyszła w bieli mgły, ale wewnątrz kościoła wszystko było już po stronie kolorów, głosów i znajomych twarzy. Na ostatniej w tym sezonie Zagórzańskiej Mszy św. pojawili się ci, którzy przychodzą regularnie, i ci, którzy trafiają tu czasem „przypadkiem”. Ktoś niósł palmę zrobioną własnymi rękami, ktoś inny przyjechał po regionalny smak, a całość ułożyła się w spotkanie, które bardziej przypominało rodzinne święto niż zwykłą niedzielę.

  • Mgła została na zewnątrz, do kościoła weszły palmy i znajome twarze
  • Męka Pańska, kapela z Olszówki i głosy, które poruszyły kościół
  • Za każdym nazwiskiem stoi ktoś, kto trzyma tę tradycję w miejscu

Mgła została na zewnątrz, do kościoła weszły palmy i znajome twarze

W Lubomierzu pogoda nie próbowała ułatwić tej niedzieli. Gorczańsko-beskidzką okolicę przykryła gęsta mgła, a wokół świątyni dominowała biel, przez którą wyraźnie przebijały się palmy niesione do kościoła. Większość była przygotowana samodzielnie, dlatego widać było w nich nie tylko bukszpan i bibułowe kwiaty, ale też domową cierpliwość i czas, poświęcony na coś, co tego dnia staje się znakiem wspólnoty.

Wśród uczestników nie brakowało scen, które zostają w pamięci dłużej niż sama uroczystość. Jedni szli do kościoła z dobrze znanymi twarzami obok siebie, inni zaskakiwali pomysłowością. Grzegorz pojawił się z palmą i strojem, w których nie zabrakło dziedzinnych akcentów, a jego wejście miało w sobie trochę swobody i trochę żartu. W komentarzu pod relacją z wydarzenia Damian napisał:

„Było Pięknie, trafiłem przypadkiem Matka Boska pokierowała”

To zdanie dobrze oddaje klimat tego dnia – bardziej spotkania prowadzonego przez ludzi i okoliczności niż sztywnego planu.

Męka Pańska, kapela z Olszówki i głosy, które poruszyły kościół

W samym centrum liturgii znalazło się czytanie Ewangelii o Męce Pańskiej, rozdzielone na role. Ojciec proboszcz Marek Kustroń wskazał do tej części Konrada, którego – jak sam ujął – „z tłumu wyrwał”. Ten detal dobrze pokazuje, że w Lubomierzu ważne są nie tylko formalne funkcje, ale też ludzie, którzy po prostu umieją wejść w odpowiedni moment i nadać mu sens.

Dodatkowy ciężar i głębię wniosła rodzinna kapela Kościelnioków z Olszówki. Ich obecność nie była ozdobą obrzędu, ale częścią wielkotygodniowego nastroju, który powoli wycisza przed świętami. Szczególne znaczenie miały też wezwania modlitwy wiernych, ułożone w taki sposób, by dotykały spraw bliskich zgromadzonym. W takich chwilach regionalna Eucharystia przestaje być tylko cyklicznym wydarzeniem, a staje się miejscem, w którym modlitwa, muzyka i pamięć splatają się w jeden obraz.

Za każdym nazwiskiem stoi ktoś, kto trzyma tę tradycję w miejscu

Najmocniej wybrzmiała jednak druga warstwa tej niedzieli – ludzie, bez których to spotkanie nie miałoby takiego kształtu. W Lubomierzu każdy zna czyjąś rolę: jedni pomagają przy organizacji, inni przychodzą co roku, jeszcze inni dokładką, słowem albo samą obecnością podtrzymują sens całego przedsięwzięcia. Właśnie dlatego w opisie tej Mszy św. pojawia się tyle imion i nazwisk, bo tu tradycja naprawdę ma twarze.

Wśród nich byli między innymi:

  • Stasiu z dobrotliwym uśmiechem ukrytym pod sumiastym wąsem,
  • Tomek, którego pojawienie się zawsze wywołuje radość,
  • Franek, świętujący tego dnia imieniny,
  • pani Irenka, wierna uczestniczka tych spotkań,
  • drugi Stanisław, o którym nie sposób zapomnieć,
  • Ania i Józef Bierowiec ze swoimi miodami,
  • Zosia Pietoń z koronkami,
  • Monika Kołodziej, kojarzona nie tylko ze słodkimi wypiekami.

Swoją cichą, ale ważną rolę odegrali też sołtys Lubomierza Józef Nieckula i jego syn Marcin, dbający o biały namiot i zaplecze całego wydarzenia. Z Krakowa łączył się również Wojciech, pokazując, że ten krąg nie kończy się na granicach miejscowości.

Tego samego dnia uczestnicy wspomnieli także Stanisława Ciężadlika, od którego śmierci minęły 30 lat. Po Mszy św. odwiedzili jego grób na mszańskim cmentarzu, bo pamięć o ludziach, którzy budowali Zagórzańską ziemię, jest tu częścią tej samej opowieści co modlitwa i regionalne zwyczaje. W Lubomierzu sezon się zamknął, ale nie zniknęło wrażenie, że to wszystko dopiero układa się w ciąg dalszy. Od kwietnia Zagórzańskie Msze św. będą kontynuowane w XVII-wiecznym kościele św. Marii Magdaleny w Kasinie Wielkiej.

na podstawie: Urząd Gminy Mszana Dolna.